Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Strona osobista:Cyprian Paweł Sztyler

--Cyprian Paweł Sztyler 19:04, 30 października 2006 (CET)Cyprian Paweł Sztyler

Zmarzniętej macicy nie wybudzę ze snu
zgnije jej srom w płucach martwego mężczyzny
i postawię we wnętrzu pomnik z soli mej
dzień za piękny na to by wywlec na słońce
kożuch twej delikatności
więc aby cię pocieszyć wyjmę trochę krwi
tobie ją złożę jak kwiaty na dłonie i poczekam
aż śmierć zabłyśnie na niebie ostatnią gwiazdą
mego oka

         

Dziwił byś oczy gdy na wpół
przykryte snem zaczęły by
czuło pieścić miłe serce kochanki
co na łóżku przykryta pościelą
poczyna krwawić i płodem w ślinie
barwniejszą się staje a ja skradłszy
piękno motylowi umieram z serca dla ciebie

Skrzydło anioła
zsunie się wraz z
nim po krześle i ujrzę
moje piekło czarne ziemi

    

Kwiatek na mundurze we krwi
zaraz za stacją jeszcze kilku młodych kochanków
na ścierwo ich blade śmierć w chwale kładę
i pozbawiam serca
uczuć opadłych na trawie mych rzęs gęstych
w łzie zawieszonej na twarzy
ocean płodu składają
wrzucam wieniec słoneczników
na ciche dno skrzepu tego i poślubiam
zimne zwłoki kobiety

Miłość w puchu jabłoni wyzwolona
z krajem
śmierć barwi jej skrzydła białe
początkiem będziesz najdroższa
poślubię cię w śnie lecz tu umrę
na oczach twych przebity bagnetem smutku
i policzkom dam odetchnąć
zmęczonym jak ja

                 

Tu prawd nie ma
z kłamstwem i śmiercią na pętli
z żyletką poeta i pijak śpiewak kaleki
z wrzodem za uchem pełnym śliny
z tęsknoty kona do ciebie już oddać serca nie zdoła
już w chlebie języka nie zamoczy

Dziś woda z krocza poleci
jutro zaś rana następna się otworzy
na sztandarze naszej polski
znów krew się pojawi

Dzień ostatni mojej męki kurwy starej
choć młody jestem ona palcem w brzuch kłuje
spermy perły mojej nie oddaje
krwią karmi jadowitą w żyły wpycha robaki z kwiatów
twych zasianych na podmokłym łonie śmierci
i twoja warga dotyka
śliną gładzi ranę cierpiącego życia

 

Martwym bagnetem wbita w pierś krew wylana
brudzi czerwienią dłonie tego
brzuchatego zabójcy
mdłe rozlazłe ciało wchodzi zapachem do oczu
uszu i warg
daj ognia najdroższa a spalimy tą brzydotę
wyklutą z resztek matki naszej
kalekie bez dłoni ze zjawą w twarzy
wygnaniec miasta naszego
w czerń w obłęd mnie wrzuć bowiem bawiłem się
z nim w ogrodzie
smrodu nie darował ani łez przeklętych a mówił o rzeczach
dziwnych bo świętych i ten kościół który
ojcem jego stoi zniszczyć z bezcześcić księdza zwłoki
przyprowadzić rząd zakonnic płodnych i osiodłać
dla spermy kochanice bogobojne
przed południem zanim zgaśnie świeca mego życia
zanim wódka wyparuje w moich płucach
zanim krew z bladnie
zanim w ziemię wpadnę

**
W bordowe niebo wepchnę garść zużytych genitali

czarne słońce w oczach zbudzę
i z ulgą odetchnę że to koniec już
zarosnę ziemią wyszczerbiony od pijackich nocy
gwiazda zaświeci nad grobem miła
i tylko ruszę wiekiem trumny by krew znów pobudzić w ciętych żyłach

Przyszła za mgłą o świcie
uspana dla zapachu twojego
ciała zanurzonego w ciepłej warstwie
kwitnącego jeziora
księżyc srebrną aureolą świeci nad głową tej delikatności
a światło te jasne rozświetla jej napuchnięte wnętrzności
chmura oczy przykryła
-masztowce na morzu -powiedziała
ostatniemu słowu wierna jak krwi
pobudzona myślą z krzyżykiem błękitnym na szyi
oby jej wypalił ślad na piersi obwisłej
cierpkim sutkiem uspokoisz gdy musnę go językiem wilgotnym
jeszcze ciepła dycha sapie resztką pluje
skroń pulsuje rytmem serca opadłego
między żebrem w zgrzyt rzuconym
martwa pięknem opuszczona i w zgniły początek mniej radosny
dnia tego zwęglona na ogniu przy stosie języków
spłosz gniazdo łabędzi płodnych
osiadłych na narodzie
w plamie krwi zmytej z mojej twarzy ten cuchnący skrzep
we mnie samym jak twa potęga niepojęta brzydota polski
11

         


Jakbym zdobył twoją krew o kolorze bladym
i o smrodzie odchodów psa którego zabiłem wczoraj w ogrodzie
obok sadu twego...
jakbym miał twoją miłość czystą bez skazy
która wlazła by mi w wargi...
jakbym bukiet kwiatów miał...
...umarł bym nawet dziś bowiem wszystko stracone i krwawo mi
12

      ************************************************

Na ustach blada ślina krwi przecięta wzrokiem pępowiny młodej
moje genitalia w słonej mazi Małgorzaty zanurzone niczym ocean macicy
tłusta jedwabna nić nocy na powiekach nakryta słodkością po pocałunku
za cicho na zmrok a śmierć gotowa jest by paść na kolana piersi krzywe plecy
dzieci śmieją się w wodzie płodu
martwe ich chichotanie sprowadza mnie do snu i miłości owoc pornografii
nagie płuca diabła krążą po niebie jak gwiazdy ciemne
deszczowe obłoki zahaczają o moje sine zwłoki skulone pod jabłonią
13

      ******************************************* 

Twarda głowa róży mego serca
przeciętego na pół żyłą bardzo ciemną aż brązową od krwi
sperma we mnie zastyga
skrzydła słabe nie do lotu się stają i marszcząc czoło
poczynam się łapami obmacywać chłonę ślinę twoją jak karmę zieloną
pot zbieram zza uszu i wcieram w jeszcze suche miejsca ciała twego
lubię jak falujesz nieuchwytna dla słońca kwiatów wyrosłych spod
dywanu
cień lekko zakrył dno piersi miłych cóż uczynić trzeba by powrócić do ciebie w słodkość pochwy opalonej włosem
a gdy nagle krew spod pachy strumieniem wypłynie w oczach garstka gwoździ cierpienia smutek pochyli się nad tobą
rozłożoną przez oddech natury czar pryśnie i powiesz
ja umarłam

        *******************************

Wyjdę przed siebie niegodny serca tego I
wyjdę nad twoją macicę zabłysnę jak lampa
czerwony od zasłon w pokoju
namaszczona alkoholem marnoto dni cichych słuchaj jak przybieram postać twego krocza
wejdę pod niebo załamane w deszczu pierwszej jesieni i będę tulił
piersi mojej ukochanej
dziś na łoże spłynie twarda rysa spermy
anioł ulotna jak anioł po burzy
wyjdę przed siebie nieczysty kochanek czarownicy
krzyż jak tłusty zwis trupa z trumny wywleczony przez robactwo po ścierwie już deko zimnym i spoconym od krwi
uśmiechnij się do mnie ja nic nie warty ze skrzepem w gardle

                                                                  
II

To jest początek to jest koniec
to jesteś ty dla mnie stworzona i dla mojej śmierci oddana
to jestem ja dla ust twych dopasowany dla śmierci mojej zrodzony
wyjdę przed śmierć i pokażę jej członka
-klęknij moja droga i czyń swoją powinność
15

                *********************************

Moja noga dłuższa od twojego życia
życia mówią nikt nie poskąpi
więc żyj jak najdłużej lecz w śmierci zanurzony
to wielka woda a okrętu brak
16

             **********************************

Młodzi żołnierze ruszą na wojnę by od krwi uchylić pierś narodu
gdzie z głodu miłości zdycha poeta rewolucji
dom żem opuścił cicho krokiem lekkim po podłodze z dech już czerstwych
mam przy dłoni nóż co w chwili zwątpienia będzie mi bratem
„mały żołnierz” matka z bólem trawiła więc zginąć musiała
oparta o poręcz jak trawa giętką
mam sobie sznur na wąskiej szyi opleciony
gdy stopą taborecik ruszę
wojnę zwyciężyć muszę i powiem ci jak to jest mieć ciało sine
i powiem ci jak to jest wykrwawić rodzinę
na wojenkę by ukrzyżować wszystkich zamieszkałych w moich
Wojtusiowych dłoniach ciągle wyśmiewanych napęczniałych
skroniach
17

       ***************************************

Objazd wokół domu trupów
na ścianie ze śladami spermy wylęga się chuda postać jednego z nich
Cyprian
niegrzeczny tęskniący próbujący żyć w podłości młody poeta
objazd wokół miasta nocą pod oceanem gwiazd ze szczupłymi chmurami co zrywają ze mnie mięso
później przeobrażę się w motyla
to przyjdzie po śmierci a śmierć rodzi się zaraz po wykluciu
18

       ***************************************


Smak wiatru ukryty w macicy tej
zbadałem językiem w spokojny dzień na pościeli związany
u warg z krwią na bolących zajadach
dlaczego tak szybko schniesz na słońcu kochanie ?
dlaczego twym piersią brakuje blasku gwiazd ?
w cierpieniu tęsknota kolczasta róża
czerwień i niebo kołysze się w dwie strony niczym dziecięca huśtawka
pobaw się ze mną zanim zmarniejesz doszczętnie
moja rana coraz głębsza a leku żadnego nie widzę
uchem słyszę twoje żałosne uśmiechy
twoją chwilą śmierci ożywię miasto w płucach zrodzone
miasto nowotworu
19

         ***************************************

Dla więźnia z celi czwartej
Na słabej nitce wiszę z rozpiętym swetrem wełnianym
ze swetra wychodzi ćwierć serca
fajnie mieć serce na wierzchu zmieszane z tłustym powietrzem które nosi anioły więc i mi przyjdzie aniołem być zawieszonym na cieniutkiej nitce
kiedy spadnę ? tego ja wiedzieć nie mogę
w celi ojciec umiera i widzi jak moje skrzydło opada
przywiązany do srebrnego krzesła w karze
nie jestem wolny polska więzi mnie a ja tak bardzo chcę unieść powieki ku niebu
20

         *******************************************

Z nagłą potrzebą na wszystkich rynkach świata wyznam miłość jej ( nie myślę w czasie śmierci o kwiatach które stały się moją wróżbą kalectwa )
tobie najdroższa królowo podaruję dzban krwi czarnej na dowód mej miłości
wierny uścisk sromu jadowity połysk genitali oddam
naprawdę oddam wszystko
( nie myślę w czasie śmierci o kwiatach które stały się moją wróżbą kalectwa )
tobie śliczna kobieto matko zapachu dam nóż lub karabin bowiem
z nagłą zabójstwa potrzebą chodzisz po wszystkich rynkach świata i prosisz o miłość co uleczy jak krew ciebie
ja jej nie posiadam ja tylko mieszkam w sieci serca twojego
21

          *************************************





Dla więźnia z celi piątej 

Godzien jestem twej postaci ptaku lotny twarzą podobny do przyjaciela z rąk moich spleć wianek i puść w ocean tęsknoty mojej bowiem tęsknię narodzie płochliwy i wolnym nie jestem przyjaciel potwierdzi
moje ciało moja twierdza
wieczna nędza pod skórą więźnia

choroba tuli ścierwo pod łokciem i marzę o macicy chłodnej co 
noc w ścianach ciemno-wilgotnych
przytulę się do ciebie kurwo choć jesteś zimna i niepodmyta

22

       *******************************************

Nie dla mnie gościsz na tym chudym świecie
nędzą obficie zarastają sady jego łona
głębiej aż do pochwy lepkiej
ty rozumna za mną głupim spadasz w dół i spalasz
piękno gwiazdy tej co zawsze najwyżej świeciła
krwią zapełniasz dziurę zrobioną gwoździem w wytłuszczonych plecach
gościu przeze mnie znienawidzony śmierć żeś przyniósł w mój spokojny dom
stary anioł żołnierz kuli nie zastąpi wodą
tylko proszę w samą skroń aniołku drogi o tu gdzie krew pulsuje
przejdź przez próg tak będzie wygodniej
23

            *********************************

DLA M.SOWIŃSKIEJ
Cześć
umieram
ostatni wiersz i łza na koszuli
wybacz tęsknię do śmierci ja jadowity
poeta którego nikt a nawet ty nie rozumiesz
ale zobaczysz będzie ktoś kto cię pokocha
lecz proszę cię o jedno nie zapomnij nigdy o mnie

Cyprian-anioł zły

moja droga 21.09.2001
24

         *************************





Noc stanie się moją odmianą
zachwycę się tym co już jest i co dopiero będzie martwe
wyśnij dla mnie klątwę kochana
bym padł przed tobą i płakał czystą krwią poety
oczy dwa krągłe świetliki na łodygach nieba zaczerwienią się
od uścisku czarnych powiek
czyn poprzedzi myśli i spłonę jak ptak rzucony w promień słońca
bez żadnych kar i wybaczeń
bez grzechów i kochania
o słonych wargach naprzeciw ciebie stanę
powiem dwa słowa ( kochać śmierć )
tylko to bowiem i ja kocham ją
za dłoń mnie trzyma mocno w przełyk erotyzm wpycha
wówczas marny Sztyler...
zdycham
25

     ********************************

Postój śmierci i jad mojego członka
mogą zatrzymać twoją osobę która zwinnie przechodzi
przez palce bursztynu
miłość ci daję a ty zostawiasz chłodnego poetę
ja tworzę tobą twym nektarem nawet i tym czerwonym
kreślę litery każdego wiersza
byś pomyślała o kawałku mojego serca zawieszonego na
wysokości dziesiątego żebra
pół centymetra od noża
26

      ************************************

Ulicą przez żałobne miasto przejdziemy
będziecie mnie nieść nad głowami
jak liść zwiędły jesieni
odwrotność narodzin
drugi ślub powitanie
ulice czarne
nakryte łzą twoją perłową
pożegnałem ciebie i to co uczynić miałem uczyniłem
wstrzymano chwilowo ruch bowiem życie zamarło nad powiekami
uniesiony z lekką raną na ramieniu spoglądam na was
„wiecznych”
czy padniecie ofiarą ukrzyżowania ?
nie jestem w stanie tego określić i nie mi będzie dane osądzać
żywych
na niebie wesele ptaków
wysoko lotne istoty niczym anioły
jaskółki blado-czarne
mnóstwo ptaków
śpiew rozchodzi się zapachem po skrzydłach
wilgotnych od mrozu
są tu ostatni dzień
ostatnie dni są brzydkie
z wyłożonymi wnętrznościami
płynie mój anioł
27

     ***********************************

Powiedzieć o mojej miłości mogę wiele
lecz tematem tego wiersza jest śmierć
wygląd - miły choć inni inaczej sądzą
wzrost - 173 centymetry
waga - 53 kilogramy
kolor oczu - brązowy
znaki szczególne - para śnieżno-białych skrzydeł
wrośniętych w plecy w okolicy łopatki
ostatnio widziano ją w sercu Cypriana Sz.
obecnie przebywa na ramieniu podejrzanego
o stosunek z nią
Cyprian kocha śmierć i pieprzy się z nią co jakiś
szczególnie wybrany czas
zamieszkali we troje z alkoholem
czasami zagląda do nich miłość
28

 
********************************

Spłoszę siebie spłoszę
wypatroszę sobie flaki wypatroszę
uśpię w sobie miłość uśpię pobudzę w sobie śmierć pobudzę
nie odezwę się do siebie nie odezwę
upuszczę sobie troszkę krwi upuszczę podetnę sobie żyły podetnę
nie otruję się dlaczego?
a właśnie że to zrobię na twych oczach kochanie
za miesiąc spojrzysz krwawo i ujrzysz we mnie szczelinę przeklniesz
ja powiem tylko: mam już tego kurwa dość
29

    *********************************

Przetopię swoją spermę i zmieszam z krwią
w żyłach popłynie biel a kutas wypluje czerwień
na czysty lekko spocony
brzuch denatki
kochać się ze zmarłą
po tygodniu od śmierci
gdy się z węży i ochłodzi
oczy otwarte będą ciągle patrzeć w jeden punkt na moim czole
zmian w organizmie ona nie zauważy
mój nóż w ślicznym jej gardle
wrośnie się w ciało i przybierze
kształt krzyża
moja śliczna narzeczona
nie zdradzi ani nie wyszepta słów zdrady
będę o nią dbał
ręką prawą podtrzymuję pierś
karmię ją owadami
macicę starannie wyczyścić z wszelkiego robactwa muszę
moja śliczna narzeczona
na kolacji i po niej
uśmiecha się
słodko wygląda jej śmierć
nikt inny z nią nie będzie
pieścić mi zostało ją aż do mojej śmierci
później ona zajmie się mną
zaraz po zgonie weźmie do siebie i wyszepta
-mój kochany narzeczony
30

      ********************************

Masturbacją osiągnę krew i dam ją tobie na znak wiary i miłości
świtem ciepłym zawitam w twym gorzkim ciele
-po serce przyszedłem proszę oddaj mi je
zlituj się najdroższa nad biednym poetą
-nie mogę serca ci oddać bo nie mam już go w sobie
anioł cię ubiegł był u mnie wczoraj wieczorem
bez szaty na sobie nagi i drżący siny od zimna
żal się zrobiło a serce krwiste już nie zabiło
podstępny był ten anioł o skrzydle utkanym ze spermy
wnet świeca zgasła gorąco poczułam w piersi niedużej
oczy łzy krwawe puściły i trzy uderzenia w sufit były
u księdza grzesznika w kościele niewiary dzwony z siłą zabiły
deszcz z chmury puścił się na ziemię i wówczas śmierć ujrzałam na niebie
3 ******************************
Zdjąłem z oczu twą dłoń i ujrzałem kroplę suchej krwi
namoczyłem ją własną żywą spermą i oddałem tobie w podzięce za śmierć którą przyniosłaś w kapeluszu zniszczonym, o kwiecie barwnym uczepionym u boku jego twarzy byłem świadom tego czynu ostrze aż kleiło się do zbrodni jak miód najsłodszy do twoich ust ponętnych tryskających życiem i czerwienią byłem świadom wiedziałem że anioł przyjdzie siny z ochotą namowy na zło pozwoliłem by zawładnął mną ucieszyłem się gdy podał mi dłoń a ja głupi szybkim ruchem ostrze zasadziłem w brzuch
nagle wyrosło mi nad głową słońce czarne żrące swą powagą i złością wszystkie flaki z klekotem spadły na ziemię mocno farbując krwią dywan z trawy pleciony mną nakarm obłoki chore niosące błyskawice i zgrzyt mną nakarm wszelkie zwierze tego świata bowiem zasłużyłem na mękę bowiem śmiercią śmierdzę
32

         *********************************

Wyrosłem z twej postaci
tylko dla śmierci to uczyniłem
opuszczone ciało wiotkie po chwili się stało
krew zbladła i puściła rzeką swe martwe
kobiety żyły
tu gdzie kobiet jest najwięcej spoczywam
odwiedzają mnie często robaki
podjadając zwłoki zaczynające się od stóp lub głowy rozmawiają ze mną o wiośnie która kwitnie nad ziemią
lecz tu się wszystko zaczyna w mych ciemnych pokojach
gościną cię miłą przywitam gdy zapukasz w kruchą powiekę
przyjdź powiem ci jak łatwo można się wykrwawić albo otruć
moja kochana śmierć w ślubnej sukni przed przepaścią ślepą
już trzyma ciebie za dłoń
witam
ucałuj mnie kochanie
jest rozkosznie
moje zmarszczki i smród mówią o wszystkim
33

       ****************************

Jak śmierć na chorągwi
jak dłuto w piersi rzeźby
jak palec w cipie zamoczony
jak oko na maszcie
jak serce na palu pod siekierą czuję się w tej chwili
twoje ciało odbarwia się w słońcu i myśli jak mi pomóc
tym razem nie pomoże
schowany w sieci chorego umysłu bawię się lalką
bowiem dzieckiem jestem w tej chwili
i choć próby były coś umrzeć nie mogę
trzymany przez stworzenie za nogę
zwisam nad czarną brudną wodą
niegdyś piękna rzeka tędy płynęła
nagie panie na brzegu prawym i lewym
moczyły w niej rozpalone stopy
w letnie popołudnia
-puść głupcze mą nogę
głowa pragnie w dół upaść
i rozbić się o wypłukane kamienie
krew wówczas zabarwiłaby na kolor bordowy
mętną wodę tej przeklętej rzeki
34

        ***************************

Wypatruj z wieży mojego okrętu śmierci
bez żagli wolno dryfującego po oceanie krwi mojej upuszczonej
już kilkakrotnie dla mej własnej czystości
śmierć towarzyszy nam od samych urodzin
jest naszą drugą matką
daj kochana mleka z twej piersi wieczności
i zaprowadź do dzikich ogrodów na skazanie
daj mi swą okrutność zwątpienie i zapach
dla mych nozdrzy trwały
przyjacielu wypatruj ze swej wieży
mojego okrętu śmierci błądzi już on od wielu dni
lecz pragnę by w końcu zrzucił kotwicę na mój ubogi port
co świt stawiam się na lichych rusztowaniach jego snu
biorąc do siebie brzydotę z jego ust
i wypowiadając szeptem jego imię
puszczam łzę z rzęsy gęstej
jesteś lecz nie przy mnie
tam ma załoga i życie moje
tam kochanka i rodzina
alkohol anarchia przyjęcia dziwki
przyjacielu zaczynam wątpić
muszę czekać na jutrzejszy być może śmiertelny
świt
35

         *****************************







Płaczesz gdy przychodzę do twojego nowotworu
pięknie rozwiniętego w marnej teraz piersi
kierowanej sutkiem który już nigdy nie powstanie
z podnieceniem
nie strzeli jak pocisk przegryziony pod zębem
ku upadkowi
nie płacz przecież on taki piękny płodem wielki
ogród w tobie rozkoszny znalazł więc uszanuj jego
złośliwość i pokochaj go ucieszy się tak bardzo
że aż obdaruje cię śmiercią
36

     ***************************

Brałem krew z zębów twoich i rozmazując ją
na ścianach krzyczałem w paszczę nieba
a ono rzucało we mnie deszczem gradem śniegiem
lub piorunem
promieni słońca na mnie żałowało
nie płakałem z tego powodu krwawiłem najczęściej porankami
brany do szpitala w śnie kołysałem się we własnym ciele
na żyłach
serce mi świeciło w oczy które od dawna pożerają smutek
37

        ****************************

Uszanuj moją śmierć najdroższa
piękną obtoczoną w mych płynach dla podkreślenia
jej i mej martwej wielkości
pochód idzie przez miasto serca przekłutego rozgrzanym ostrzem
paznokci aniołów co rozszarpały na strzępy moje ramiona
przed paroma dniami wówczas byłem taki cichy niby motyl na
suchej gałązce liścia
ty nie wiedziałaś o moim istnieniu cieszyłaś się swym barwnym
życiem
nikt nie myślał o śmierci a dzień jej zbliżał się zbliżał
poznałem i zapłakałem do twych piersi
łza ukuła policzek drański twarzy mej za nadto już starej
uważaj kochanie na te jej kruche zasadzki przeplatane spermą
jasną jak sieć pajęcza ostra lepka głowę może twą wciągnąć
w głuchą przestrzeń macic
pióro jeszcze pisało nie martwiłem się iż pragnienie poezji może
paść pierwsze zostawiając we mnie pustkę
zabijając poetę i czyniąc ze mnie uschłą łodygę o oczach i genitaliach
uszanuj moją śmierć bo ja twe życie szanuję
zgładzony na pręgierzu obok tych wypalonych świec
obok tych kwiecistych poetów zostałem
mój przygasa ogień którym władały potwory tego świata
mój przygasa ogień który w orgazmy płodny twe serce zdobył
tyś mojej śmierci nie kochała sama sobie zawiniłaś mówiłem czcij ją jak matkę
nie słuchałaś a ja trup w trupią stronę ruszyłem
38

                 *****************************

Serce z dziecka mam jak badyl
resztki krwi na ostrym nożu zawieszone jak w kołysce grzebyk snu z kolorem czarnym
niczym rozstanie tych ślepych aniołów śmierci
kołderka z liściem w spermie złożonym na pamiątkę moich małych lat
cóż krzywa prawda moje serce niszczy
jak trawa pod stopą zgnieciony zasypiam
z palca kwiat żarłoczny odrywa paznokieć i puszcza w otchłań zapomnienia
39 18.11.2001

              ************************

Wypłowiałe uśmiechy chorych macic ramiona krzywdzą moje
krwawo milczę i nie chcę żebyś ty coś mówiła
skrzydło ptasie nas kryje nasze głowy płochliwe
śmiercią będące dla ciała kwitną pod powłoką tego lekkiego tłuszczu
mogą śmiać się z krwi naszej mogą patrzeć aż do bólu
mogą trącać liche łodygi kończyn ale ty milcz
usta piękne ucisz i pozwól by anielskimi się stały
przyjdę po ciebie o północy w jasną czystą noc
ciepłe światło gwiazd uśpi nas w parku opodal tych wielkich żywych skurwysynów
nigdy już żywym cię nie odwiedzę straszne ścierwo poszerza
moją zwiędłość lecz ty milcz usta wtul w puch
40

             *************************** 


Zdobyte niebo czeluść otworzyło jak drzwi przyszłości szerokim ogniem ziejące w zepsutą sobotę po pracy w zjebanym klubie
kobieta jest w domu
nawet nie wiem czy tą kobietę kocham ale niech wypowie tylko słowo a będzie mą martwą żoną i to niebo co w cipę zmienione
jako jedynych nas pochłonie
41

             *************************

Przyszłaś do mnie by uczcić nadzieję twoją matkę narodzoną w padniętym dniu
trupi oddech i uroda trupia
zapomniałaś iż ja śmiercią jestem i nadziei nie posiadam
lecz gdy już przyszłaś zdejmij płaszcz zrobię ci herbaty
pogadamy a później będę musiała cię zabić
zrobię to bezboleśnie lekko z krwią pod paznokciami oderwę skórę
skalp dla umysłu
kolana gdzie kula srebrna tkwi płaczą grubą krwią
już leżysz bez siły
kochana moja miłość nie śmierdząca nadzieją
powstań i wskaż palcem tą kurwę która lizać kazała ci życia stopy
nie patrząc na obłęd i piękno brzydoty które tworzę dziś w tobie
jak w garści pot
ściśnięta żyła ty pod nią przepływasz z żaglami rzęs
postawionymi na sztorc
jak lalka wyglądasz bez życia
piękna na zawsze
42

               ***************************
Piękna Polska

Na śmierć wyjdę z garścią zaciśniętą mocno jak powieki na noc 21.11.2001
i powiem:
-moje życie oddam wolno
bieżcie je sobie lecz odpierdolcie się od niej
nie od Polski
( to nie kraj to burdel bez przyszłości padły i leniwy
naród zaś jest pracowity lecz głód w dupy ostro nam zagląda )
od mej kochanki wolnej z łzą przeciętą na policzku i cipką białą
oko moje zawsze patrzy w piersi jej tak blade niczym
grudniowy śnieg
lecz cóż to za skaza ukazała się na twej powiece
czerwony krążek celownik
padasz jak Jezus tyle że ty ze spermą na żebrach
zabiję się i ja zaraz gdy zakończę ten nie wiersz
43 ************************
Ostrzyżony, ogolony więc do śmierci gotowy
czarny proporczyk w dłoni dłoń w garść ściśnięta oku nieba oddana
niebo błękit rozrzuca po mych organach
jeszcze wilgotne wilgocią skropione od rosy porannej
to już śmierć anioły widzę
i swej śmierci się nie wstydzę
44

         ************************

Wychwycona panna młoda, a będę miał ich trzy
w pęku pajęczyn zakrwawiła się łzą i patrzy w swe dłonie diamentowe zaplątane w sukni ładnej jak z masztu materiał
taki czysty i silny
stu drwali
pierwsza żona będzie od zła z nią zło tworzyć będę każdego dnia
nie jedno dziecko złego uczyć będę
jak pluć chamom w twarz jak od świętego się bronić
druga żona od krwi będzie
-częstować to radość więc kosztuj mój mężu mych płynów złocistych natchnionych odwagą dziką jak z lasu zwierze
ja krwią ci skropię gdy tylko zechcesz odzienie
ja krwią się zatopię w twe żyły już wcześnie chłostane
trzecia żona będzie od miłości radosna miła zawsze gościnna i kochana
serce rozpala ogień w nim płodzi
kocham tą miłość choć za piękna na potwora
kochankę żem znalazł z powodu tego
śmiercią ją zwą już od dawna
ta to dopiero ducha ma w sobie
dość że życie mi zabrała nadal pustkę we wnętrzu swym kryje
dajcie mi do kurwy nędzy krwi bowiem widzę koniec piękny pijacki księżyc !
45

                    ************************       

Kończąc wywód mój krwawy
pragnę oznajmić i mój koniec
odpoczynek lub kara
myśleć mi o niej przychodzi
za występne czyny tego życia
które żem przed chwilką utracił

                                       24.11.2001

46

             ************************ 

Ze śmiercią na przedramionach
ze śmiercią w oczach
ze śmiercią w sercu rozkładającym się na słońcu pod krwią i spermą mojego bólu
ze śmiercią jak z brudem za paznokciami
ze śmiercią w butelce wódki
ze śmiercią w tabletce na sen
ze śmiercią w miłości dwu letniej
ze śmiercią w każdym kęsie jedzenia
ze śmiercią w życiodajnym chlebie
ze śmiercią w ostatnie dni listopada przychodzę do twej może i nienagannej sylwetki
śmierć kusi mnie i wiem że zostawić jej nie mogę
przyjmę śluby
taka piękna ta śmierć
nie płacz kobieto
ja wstrętny trup widzę piękno na dnie twojego
lekko napuchniętego serca
47

Rozglądam się po ogrodzie syto zdobionym kwiatami
poszukuje w nim siebie z lat dzieciństwa
małego chłopca z zabawką w ręku i z aniołem za plecami
który skrzydła swe prężył gdy moja noga chciała się obsunąć
w dziurę chłodu
pozwól
ogród jest piękny zostać chciałbym tu z sercem pustym na wieczność
pozwól a o śmierci nie wspomnę już zapomnę o krzywdach bólu i cierpieniu każda myśl słodyczą się napełni samotność rozsypie się w piach a z jego ziaren wyrośnie czerwcowy sad mej radości
obiecuję lecz ciągle wątpię w to iż dotrę do siebie
mały chłopiec nad oceanem w kwiatach zaplątany
z kwiatu zrodzony
48

       

Siebie pokonam żyletką
zadam sobie osiem ciętych ran
wzdłuż i w poprzek
będę piękniejszy od ciebie żywa ohydo
nawet do mnie nie przychodź nie proś nie przepraszaj
nie klękaj na kolana bowiem wszystko wybaczam lecz tylko tobie
taki drań i kłamca jak ja karę musi ponieść
śmierć przez otrucie się „ clonozepanium „
a po śnie opowiem ci jak tam jest
49

Krew jasna pod piersią królowej , oczy tak miłe, że, aż żal zabierać ją do śmierci
szal długi wplątany w warkocze i strach w macicy zasiany
niczym nasienie
gładkie nogi nad ziemią sterczą już suche jak kwiaty jasne po dniu słońca
wyczerpałem swą miłość więc ciebie zabieram w złe strony nieba
masz krzyżyk na szyi i wiotkie serce co po chwili smutku
poci się krwią
zdążyłem złapałem za gardło nożem wydałaś z siebie ostry psi jęk
wnet słońce wzeszło zapaliło oko swoje zimowe
piękny dzień rysy na naszych trupach tworzy zaspane obłoki mordują ptaka w długim locie
są tak martwe nie śpią

O godzinie czternastej jedenastego grudnia roku bieżącego
na ulicy Berlinga zmarłem ja
przyznaję się do śmierci
to zaszczyt dla mnie tylko smutno mi
z powodu ciebie
taka fajna dziewczyna
miła mądra i piękna
szkoda
ale z drugiej strony patrząc to dobrze że to zrobiłem
teraz ja wolny ty w piekle z żałobą
czarny welon twoje kryje powieki a one układają się do snu
51

Źródło: "http://poewiki.pl/index.php?title=Strona_osobista:Cyprian_Pawe%C5%82_Sztyler"

Ostatnio zmieniane o 18:41, 30 października 2006


[PoeWiki]

Edytuj
Rozmowa
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych
Wkład uczestnika

Strony specjalne